niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 2

Luke usiadł na przeciwko mnie. zauważyłam w jego oczach lekki strach oraz zaniepokojenie. Opowiedziałam mu całą tą historie, wymiane zdań z Hemmings'em oraz rozmowe telefoniczną z Ashton'em s także pokazałam mu owy liścik który dostałam. Wściekł się. Wstał od stołu i zaczął nerwowo chodzić po całym pokoju mówiąc w tym czasie do siebie. Jego furia nie miała granic. Brooks zaczął wywracać moje mieszkanie do góry nogami, przewracał półki z książkami, ubrania z szuflad. Nie wiedziałam o co się tak wścieka, wkurzył mnie jedynie swoim zachowanie. Przecież to mój dom i on nie może tak robić. Miałam ochotę dać mu w twarz ale postrzymywałam się. Miły poranek zmienił się w najgorszy. W końcu złapałam Luke'a za ręke a on przestał demelować mi moje mieszkanie.

- Co ty do cholery wyprawiasz Brooks? Co ty zrobiłeś z moim mieszkaniem? - zapytałam nerwowo.
- Odpierdol się Jo. - odpowiedział chłopak i szybkim krokiem wyszedł z mieszkania. Łzy same zaczeły napływać mi do oczu. Nigdy tak się do mnie nie odezwał. Chciałsm się dowiedzieć o co mu chodzi więc wybiegłam za nim. Biegł i to dość szybko. Byłam akurat w piżamie ale to był najmniejszy mój problem, choć i tak nie wyglądałam dziwne bo moja piżama składała się z koszulki i szortów. Luke kierował się w dość znaną mi stronę czyli w stronę parku. Po 10 minutach biegu zorjentowałam się, że biegnie do domu Ashton'a. Zatrzymał się na chwilę a potem ruszył w stronę furtki. Wszedł do wielkiego dwu piętrowego domu bez pukania. Jakby był u siebie, weszłam za nim. W progu przywitali nas dwoje chłopaków. Zgadywałam, że to Calum i Michael ponieważ wcześniej już ich spotkałam może dwa razy. 

- No cześć Brooks, nie spodziewałem się ciebie tutaj. A ty Mikey? - zapytał swojego kolegę szczerząc białe zęby.
- No coś ty Cal. Nigdy w życiu! Patrz, nawet przyprowadził to swoją laske - odpowiedział drugi wskazując na mnie. Luke gdy tylko mnie zobaczył zaczął piorunować moją osobę wzrokiem. Kazał mi wyjść lecz ja tego nie zrobiłam. Nie miałam zamiaru słuchać się osoby która. Ir ma dla mnie szacunku. 
- Ah, może to i dobrze, że zostanie. Zobaczy jak dostaniesz lanie Luke. - odpowiedział Michael. Myślałam na początku, że sobie tylko tak żartuję ale po minucie milczenia dwojka chłopaków zaczęła opkładać pięściami Luke'a. Łzy leciały mi z policzków. Chciałam ich zatrzymać ale jeden złapał mnie za ręke i podparł mnie do ściany
.
- Chcesz też oberwać Jo? - powiedział a łzy leciały jeszcze bardziej bo ucisk był mocny. Po chwili przyglądania mi się, puścił moją ręke a ja stałam nadal w tym samym miejscu bezradna. W końcu ze schodów biegiem przybył tu Hemmings. Niewiedziałam nawet, że on tu jest. Miałam nadzieje, że pomoże mojemu Luke'owi i zaprzestanie tej bitwie. A więc tak zrobił. Stanął na środku i kazał im zostawić Luke'a albo powie Ashton'owi o "wiesz o czym", jak przypuszczałam miał na nich jakiegoś haka a oni jakby usłyszeli najstarszniejszą groźbę świata zostawili go i wyszli z domu posyłając mi wrogie spojrzenia. Klęknełam nad moim Luke'iem który leżał na podłodze trzymając się za brzuch. Hemmings zaproponował, że odwiezie nas do domu Brooks'a a ja się zgodziłam. Miałam ochotę pozabijać tamtych gnojków bo o mało co nie zabili mojego chłopaka. Nie mogłam powstrzymać łez nawet jeśli wiedziałam, że Luke jest bezpieczny. Gdy dotaraliśmy do domu Hemmings pomógł mi zaprowadzić Luke'a do jego sypialni. 

- Luke, zaraz przyniosę jakieś bandaże i... - znowu zaczełam płakać. Nie mogłam go widzieć w takim stanie. Luke usiadł na łóżku.
- Nie musisz, boli mnie tylko brzuch oraz ręka. Nie potrzebuje żadnych bandaży. - odpowiedział jąkając co chwile z bólu. Nakazałam mu się położyć i poczekać aż przyniose mu jakieś tabletki przeciwbólowe. Na dole nadal stał Hemmings. Zapomniałam nawet mu podziękować za uratowanie Luke'a.

- Dziękuje ci bradzo... - powiedziałam a on mnie tylko przytulił (reakcja której się nigdy nie spodziewałam) i powiedział, że zostanie ze mną i Luke'iem na noc. Tylko dla bezpieczeństwa. 
- Dlaczego go pobili? - zapytałam nerwowo, nie miałam nawet siły rozmawiać.
- To sprawa grubszej wagi Jo. Nie chcę, żebyś się i ty w to wplątywała.
- Ale pobili mojego chłopaka Luke! - wrzasnełam wściekła.
- Dowiesz się w krótce Jennifer. Daj Brooks'owi jakieś leki a ja tu posiedze na dole. Kiwnełam głową i poszłam do kuchni po leki. Nie byłam zadowolona z odpowiedzi Hemmings'a. Byłam zła na wszystkich. A szczególnie na Irwin'a za grożenie mi oraz na Luke'a... Za wszystko tak naprawdę. Lecz teraz współczułam mu. Gdy weszłam, Luke stał w oknie wpatrując się w miasto. Podałam mu leki a on podziękował. Zauważyłam, ze po takich obiciach dobrze się trzyma, dziwne.

- Więc, opowiesz mi o co w tym chodzi? - zapytałam nieśmiało.
- Po pierwsze przepraszam cię Jo... Nie powinienem tak wybuchać. Kocham Cię. Przepraszam rownież za zdemolowanie ci twojego mieszkania... - zauważyłam w jego oczach które były na przeciw mnie strach oraz skruchę. Nie mogłam się na niego długo gniewać. Na razie demolka to mój najmniejszy sposób.
- Ok, ale o co chodzi Luke? Dlaczego Ashton mi grozi?
- Opowiem ci wszystko ale nie teraz. Teraz muszę się zająć Calum'em oraz Mikey'em. To nic poważnego naprawdę. Nie musisz się martwić - odpowiedział już spokojnym głosem. Jak można było się nie martwić? JAK? Ale jeśli mowi, że to załatwi to wierzyłam mu. Umiał załatwić swoje sprawy ale nadal nie wiedziałam o co chodzi Ashton'owi. Lecz postanowiłam się dowiedziec tego jutro ponieważ widziłam, że Luke nie ma dziś siły na sprzeczki ze mną. Była już godzina 19. Nawet nie wiem jak czas tak szybko mógł minąć. Luke zaczął się do mnie coraz bardziej przybliżać. Wiedziałam czego on chcę. Zaczeliśmy się całować, najpierw powoli. Delikatnie. Luke zaczynał ściągać ze mnie ubrania lecz ja tego nie chciałam... Nie miałam ochoty na seks. Nie dziś. Ubrałam więc bluzkę którą ze mnie zdjął. Oznajmiłam, że jestem zmęczona i dziś wydarzyło się dużo oraz, że powinien odpocząć. Przytaknął nie zbyt zadowolony a ja wyszłam z pokoju i odrazu pokierowałam się do kuchni ponieważ byłam bardzo głodna. Do mnie przyłączył się także Hemmings.

- Usiądź - oznajmił. - Ja zrobie kolacje. - powiedział po czym zajął się robieniem kanapek. Po kolacji usiedliśmy na sofie. Miałam okazje go spytać co on robił wtedy z tymi ćpunami.
- Nic złego Jo. Nie musisz
 się o mnie martwić.
- Serio Lukey? Czy ty jesteś dilerem? - zapytałam nieśmiało oczekując wyczerpującej odpowiedzi.
- Nic z tych rzeczy. - uśmiechnął się szczerze. Przez reszte wieczoru opowiadał  mi o swoim dzieciństwie oraz jego przygodach. Otworzył się, a to rzadkie w przypadku Hemmings'a. Gadaliśmy tak długo, że nawet nie pamiętam kiedy zasneliśmy na tej sofie. 

______________________________________________________________________

Kolejny rozdzial! Oto on! Dzis zabiore sie za pisanie nastepnego wiec dostaniecie go jutro albo we wtorek. Mam 100000 pomyslow i nie wiem ktory uzyc ale jakos sie ogarne i bedzie ok. Zawsze te rozdzialy wychodza mi krotkie i nie wiem dlaczego ;/ 

A no tak Luke.. Hehehe jakies zle plany mam wedlug niego ale nic juz nie mowie bo nie chce zdradzic co bedzie sie dalej dzialo. 

Przepraszam za bledy xx 

3 komentarze:

  1. Boże! Super rozdział. Jestem ciekawa co dalej :D Calum i Michael jako niegrzeczni chłopcy, to jest świetne! Powodzenia w dalszym pisaniu :3

    OdpowiedzUsuń
  2. chce jeszcze ! powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeejjuu kocham ff z 5SOS w roli bad boy'ów <3 rozdział cudowny . życzę powodzenia w dalszym pisaniu

    OdpowiedzUsuń