środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 6

Kiedy otworzyłam oczy usłyszałam jedynie dźwięk dzwonka mojego telefonu czyli ktoś próbował się do mnie dodzwonić. Miałam ochotę zabić tą osobę pomieważ obudziłam mnie o 6.26 rano. Tą osobą był... No właśnie, nieznajomy numer. Postanowiłam podnieść słuchawkę a w niej usłyszałam głos Beau, ciekawe skąd miał mój numer.
- Witaj słońce, mam dla ciebie wiadomość. - powiedział Brooks a mnie wzieło obrzydzenie. On jest tak samo okropny jak i jego brat.
- Nie mów tak do mnie po pierwsze, po drugie to skąd masz mój numer? A po trzecie to jaką? - zalałam go pytaniami. Trochę bałam się odopowiedzi na nie bo on jest człowiekiem Ashton'a a oni są nieopamiętani więc mogłam spodziewać się wszystkiego po nich.
- Nie wyjeżdżaj z miasta, rozumiesz? - powiedział a w mojej głowie aż roiło się od pytań.
- Bo? Odwal się ode mnie Beau! Nie jestem już z Luke'iem. - wrzasnełam a do oczu napłyneły mi łzy. Znowu to samo pomyślałam. Dlaczego to aż tak musi boleć? Ta cała miłość...
- Wiem to kochanie. Nadal jesteś wplątana w sprawe z moim bratem więc jeśli wyjedziesz mogą się stać tobie złe rzeczy, a przecież chcesz nadal żyć? Prawda? Nie uciekaj a będziesz bezpieczna jak to mówią, a i jeszcze jedno nie dzwoń po gliny. Obserwujemy cię cały czas. - powiedział z lekkim śmiechem który usłyszałam. Nie wierzyłam co on mówi, to było starszne i przerażające. Przecież nic już mnie nie łączy z tym palantem więc co ja mam z tym do roboty?! Nie obchodzą mnie jego groźby bo i tak zadzwonie po policje. Nagle Beau przerwał połączenie a ja nie wiedziałam co robić. Na myśl na początku przyszło mi aby wyjechać do mojej babci której nie widziałam ponad 7 lat mieszkającej w USA. Lecz to trochę za daleko a ja nie mam czasu. Myśl Jo, myśl powiedziałam sama do siebie. W końcu ubrałam się i wyszłam z domu obierając kierunek "Dom Hemmings'a". Prawdopodobnie tylko on mi może mi pomóc w tej owej sytuacji i zatwierdzić czy to jest prawda co Brooks powiedział. Kiedy znalazłam się koło jego domu zapukałam w jego drzwi które on po chwili otworzył. Wparowałam do jego mieszkania jak poparzona a on popatrzył się tylko na mnie z dziwną miną i wruszył ramionami bo nie wiedział o co mi chodzi.
- Budzisz mnie po 7 więc to musi być coś poważnego - powiedział Hemmings.
- Beau mi groził... - powiedziałam nieśmiało po czym opowiedziałam mu o co naprawdę mi chodzi. Nagle telefon Hemmings'a zaczął dzwonić a on odebrał go tym samym wychodząc z kuchni w której byliśmy. Chodził po całym mieszkaniu krzycząc i denerwując się przy tym. Kiedy zakończył rozmowę usiadł obok mnie i spojrzał się na mnie zbyt seksownie bo miałam ochotę... Ah zapomnijmy o tym co ja chcę a raczej skupmy się co mi grozi ze strony Ash'a.
- Wiem, że masz ogon Jo. - nagle zaczął chłopak a ja nadal rozpływałam się w jego niebieskich teńczówkach ale poźniej dotarło do mnie co mi powiedział. Wie, że ktoś mnie śledzi ale on nic z tym nie zrobi?
- No to może pomożesz mi uciec?! - krzyknełam i wstałam z krzesła zaczynając nerwowo chodzić po kuchni w tą i spowrotem.
- Pojebało cię do końca dziewczyno? Właśnie ja mam cię pilnować. - krzyknął ze strachem w oczach bo chyba nie był pewien własnych słów. Wkurzyłam się, to on na którego liczyłam ma mnie szpiegować? To za wiele.
- Wy wszyscy jesteście pojebani! - krzyknełam ze złości. - Po której ty stronie jesteś co?
- Nie twoja sprawa ale jeśli spierdolisz to cię znajdą i przywiozą martwą. - powiedział przybliżając się do mnie. - A tego byś nie chciała więc pilnuj się słonko i siedź w Sydney. - oznajmił Hemmings. Zmienił się znów na gorsze. Najwidoczniej miał dwie twarze a to było okropne.
- Spierdalaj Luke i daj mi spokój! - odepchnełam go od siebie i uciekłam z mieszkania kierując się do parku. To było okropne... Wszyscy są okropni, jak on mógł? On był jedyną osobą której mogłam zaufać ale najwidoczniej grał na dwie strony. Nie miałam najmniejszej ochoty słuchać się i jego i całej tej chorej bandy do której należy. Kiedy usiadłam na ławce nie mogłam złapać tchu ale złośc i rozpacz obejmowały nade mną władze. Usłyszałam dźwięk sms'a a dla mnie takie dźwięki wróżyły tylko coś złego i tym razem się nie myliłam bo ten ów sms był od znanej mi osoby.
" Nie okłamuj siebie samą Brown, nigdzie się nie wybierasz bo tego pożałujesz. A.I"
Znowu groźby i znowu te same "nigdzie się nie wybierasz", "zostajesz tutaj bo zginiesz" i oczywiście od TEJ osoby czyli Ashton'a, nie trudną nie zgadnąć. Jego sms'y przerażały mnie jak nic innego. Nawet telefon od Brooks'a nie wywołały u mnie takiego strachu jak sms od Irwin'a. Co on ma w sobie takiego, że się go tak boję? Jeszcze nic mi nie zrobił ale za to jego ludzie mojemu byłemu. Przerażała mnie myśl cierpienia. Przerażał mnie ON i jego gang. ON był ich królem jeśli można go tak nazwać. Przez NIEGO moje życie nagle stało się koszmarem lecz nie mogę obwiniać tylko JEGO bo większość winy jest Luke'a ale co było tą winą? Przez tyle czasu nadal żyłam w nieświadomości i przez to nawet mi grożono.
W co ja się wplątałam pytałam siebie po drodze do domu w którym nie czułam się swojo bo wiedziałam, że ktoś mnie obserwuje ale jak? Czy w moim domu zamonotwali kamery czy podglądają mnie lornetką? Nie miałam ochoty iśc do mojego domu... Może zatrzymam się w jakimś hotelu? To by było najlepsze rozwiązanie więc zamiast skierować się do domu wziełam taksówke i kazałam zawieść się do najlepszego hotelu jaki jest w Sydney więc tak zrobił taksówkarz. Hotel był bardzo duży a nazywał się "Cambridge Hotel" i był bardzo luksusowy. Mogłam sobie na niego pozwolić bo było mnie stać więc dlaczego nie? Poprosiłam o najlepszy pokój więc i taki dostałam. Miałam nadzieję, że chociaż tutaj ich obserwacje się zmniejszą bo to hotel i nie mogą robić tutaj co chcą. Kiedy weszłam do mojego pokoju który znajdował się na 27 piętrze na mojej twarzy pojawił się uśmiech bo był wspaniały. Po obejrzeniu całego apartamentu miałam ochotę na zakupy więc wybrałam się na nie. Prawdopodobnie nic nie mogłam zrobić innego bo uciec bałam się utratą życia więc postanowiłam się zachowywać i nie narażać. Skierowałam się do centrum handlowego czując wzrok na sobie bo wiedziałam, że ktoś mnie obserwuje i po ciuchu miałam nadzieje, że to Hemmings ale nie odwróciłam się aby spojrzeć do tyłu bo zwyczajnie bałam się jego wzroku. Ostatnio na mnie nawrzeszczał więc nie chcę z nim rozmawiać.

                                                            ~

Po powrocie do hotelu skierowałam się do łazienki aby od razu wziąść prysznic, umyć zęby itd. Zorientowałam się, że nie mam ciuchów na przebranie więc owinełam się ręcznikiem i poszłam do sypialni po nowe które zakupiłam. Na łóżku spostrzegłam jakąś postać leżącą, nie widziałam jej dobrze bo było ciemno ale przestraszyłam się.
- Kto tu jest? - zapytałam drżącym głosem. Nagle ten ktoś zapalił lampkę i na łóżku zauważyłam Ashton'a.
- Słyszałem, że chciałaś wyjechać ale to nie takie łatwe Jo. - powiedział chłopak mając poważną mnię. Na sobie miał czarne rurki i białe krótkie Convers'y i czerwoną koszulę.
- Wyjdź stąd! Daj mi chwilę prywatności Irwin! - wykrzyknęłam a on zaczął się śmiać tak głośno jakby usłyszał jakiś bardzo śmieszny żart.
- Prywatność? Wątpie, że ją będziesz miała Brown. Podziękuj twojemu już byłem chłopakowi za to wszystko - uśmiechnął się wstając z łóżka i powoli podchodząc do mnie. Nagle staliśmy jakieś 10 centymetrów od siebie a mnie ogarniał strach a także wstydziłam się bo stałam tam w samym ręczniku i bałam się, że mi spadnie. W sekundzie jego ręce znalazły się na moich biodrach a po moich plecach poczułam ciarki. Irwin cuchnął alkoholem i to było ochydne a także to, że mnie trzymał. Okropnie bałam się jego kolejnych ruchów.
- Możesz mnie zostawić? - zapytałam cicho.
- Nie podobam ci się Jennifer? Bo ty mi nie zbyt ale nie wybrzydzam. - oznajmił i nagle mnie puścił. Poczułam ulgę i to było najlepsze uczucie. Ashton kierował się do drzwi gdy nagle stanął i powiedział.
- Dziś cię zostawie w spokoju lecz pamiętaj, że cię obserwujemy. - i wyszedł z pokoju. Co to znaczy zostawie? Chciał mnie zgwałcić? Bałam się coraz bardziej i w duchu przeklinałam Brooks'a za to, że mnie w to wciągnął. Łzy zaczeły spływać mi po policzkach a ja usiadłam na podłodze rozpaczając nad sobą.


                                                   
____________________________________________

Oto wita was rozdział 6! Miałam rozłożyć go na dwa ale nie wiedziałam jak i oto
w tym jednym tak duuużo się dzieje ( przynajmniej ja tak sądze XD ) .
Przepraszam, że tak długo czekaliście ale byłam zajęta. A więc wakacje się zbliżają więc więcej
rozdziałów się szykuje i częściej!

PROSZĘ WAS BAAAAAARDZO O TO ABYŚCIE POMOGLI MI ROZPOWSZECHNIAĆ
MÓJ FF BO ZALEŻY MI NA TYM BARDZO! PRAGNĘ ABY WIĘCEJ OSÓB GO CZYTAŁO
ORAZ KOMNENTOWAŁO!

Dziękuje za pomoc jeśli to robisz :)

Przepraszam za wszelkie błędy! xx
                                                   

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 5

Kiedy zszokowana widziałam jakąś panienke na Luke'u oznaczało to tylko jedno... Zdradzał mnie, ciekawe od kiedy...
Byłam niesamowicie wkurwiona. Kiedy ta dziwka zeszła z niego Luke spojrzał w moją stronę i był zaskoczony moją wizytą bo chyba się mnie nie spodziewał. Miałam ochotę wytargać tą wywłokę za włosy z tego domu lecz postanowiłam zachowywać się przyzwoicie i zabić Luke'a. Brooks wstał ubrany tylko w bielizne i w kółko mówił to samo " to nie tak jak myślisz ", " nie wiedziałem co robiłem ". Ja z łzami w oczach które i tak po długim czasie w końcu uroniłam wziełam krzesło które stało po prawej stronie i podniosłam je do góry w celu przypieprzenia nim Luke'owi.

- Odłóż to krzesło - usłyszałam przesłodki głos tej dziewczyny która z Luke'iem bawiła się najwyraźniej w doktora.
- Zamknij ryj szmato - krzyknęłam w jej stronę a Luke wykorzystał moją chwilową nie uwage i wyrwał krzesło z moich rąk i stawiając je obok łóżka. Jedyne co mogłam zrobić to dać mu w pysk i wyjść więc tak zrobiłam.

                                                             ~

Zalana łzami wróciłam do domu nawet nie wiem jak ale udało mi się to. Myślałam, że nasze zerwanie nigdy nie nastąpi lub przyczyna tego będzie inna, ta przez którą ja chciałam z nim zerwać. To bolało, nie mogłam nadal w to uwierzyć. Nie dość, że narażał mnie na niebezpieczeństwo to jeszcze zdradził. Miałam ochotę wszystko "rozpierdolić" lecz Brooks zrobił już to za mnie parę dni temu...
W głowie miałam jedynie tą chwilę kiedy go przyłapałam na gorącym uczynku. Nie dawało mi to spokoju i to mnie niszczyło. Wiele złych rzeczy już mi się przytrafiło i kiedy byłam przy Luke'u myślałam, że to ich koniec lecz życie jest jedną wielką zagadką do której miałam żal. Przez te rozmyślania rozbolała mnie głowa i w tym właśnie momencie miałam ochotę się upić do nieprzytomności, przecież i tak już niczego nie naprawię i nie chcę. Wyjełam telefon z kieszeni spodni i wybrałam numer do Hemmings'a. Jeśli mam się upić to razem z nim.

- Halo? - odezwał się Lukey.
- Mam prośbę, pomożesz mi? - zapytałam.
- Jasne, co się stało?
- Przyjedź do mnie z wódką albo z dwoma.
- Zły dzień? - spytał a ja znów w głowie miałam TĄ scenę.
- Tak, więc proszę abyś przyjechał bo mam ochotę się najebać.
- Będe za 10 minut, ok Jo?
- Taa, czekam. - chociaż on jeden mnie dziś nie rozczarował. Chciałam mu też wszystko opowiedzieć nawet jeśli to przyjaciel tego dupka. Jedyne co mnie teraz obchodziło to to, że mogę się napić i dosłownie pierdolić wszystko inne. Pewnie każda dziewczyna w tym momencie poszłaby się ogarnąć czy coś w tym stylu ale ja nie. Nawet jeśli mój makijaż wyglądał okropnie nie obchodziło mnie to. Nie miałam ochoty ukrywać się z tym co czuję. Właśnie też po to Hemmings miał przyjechać, abym mogła mu się wypłakać bo wiem, że on mnie wysłucha. Poczułam z nim więź kiedy ja z moim już byłym chłopakiem się od siebie oddalaliśmy. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi więc wstałam z podłogi w sypialni i poszłam mu otworzyć. Kiedy wszedł widziałam, że zmienił mu się humor i to błyskawicznie bo kiedy stał w drzwiach do mieszkania był uśmiechnięty lecz teraz bardziej wkurzony.

- Widzę, że płakałaś... - zaczął chłopak, chiałam go bardzo mocno przytulić bo tego teraz potrzebowałam najbardziej.
- Od twojej ostatniej wizyty trochę się pozmieniało - w oczach znów napłyneły mi łzy ale nie miałam już ochoty płakać. Miałam pić i nie zamartwiać się niczym choćby na chwilę. Kiedy spojrzałam się na Luke'a widziałam smutek w jego oczach, nagle podszedł do mnie i mnie przytulił. To była jedna z najlepszych rzeczy która mi się dziś przydażyła. Nie musiałam teraz znów myśleć czy mogę go przytulić bo zrobił on to pierwszy. Jedyną osobą która do tej pory mnie nie zawiodła to on. On stał mi się bliski, szybko uzyskał moje zaufanie a to jest trudna sztuka w moim przypadku. Po czasie którym spędziłam w jego ramionach miałam coraz większość ochotę picia więc otworzyłam pierwszą butelkę whisky którą przywiózł Luke i zaczełam pić. Przy okazji opowiedziałam mu co się stało, on zdziwiony całą tą opowieścią nie mógł w to uwierzyć lecz po jakimś czasie przekonał się do tego. Wstał i oznajmił, że musi już iść. Była, już tak pijana, że zgodziłam się i nie zatrzymywałam go.

                                                              ~
Nie pamiętam jak zasnęłam i jak znalazłam się w kuchni na podłodze. Miałam takiego kaca, że odrazu pobiegłam do sklepu po jakieś napoje. Po zażyciu ich było mi odrobinę lepiej ale nie wyleczyło mnie to do końca. Ciężki dzień przed tobą Jo, pomyślałam. Kiedy weszłam do domu znalazłam mój telefon na podłodze. Ktoś próbował się do mnie dodzwonić a ten ktoś to Brooks. Wysłał mi nawet sms'a o treści :
" Nie nasyłaj na mnie więcej Hemmings'a bo to się źle skończy dla ciebie jak i dla niego"
Nie wiedziałam o co mu na początku chodzi. Nie chciałam do niego dzwonić ale po czasie przypomniałam sobie, że Luke wyszedł wczoraj ode mnie nagle, ale nadal nie wiedziałam o co chodzi Brooks'owi. Co to znaczy "nie nasyłaj"? Pobił go czy co? Postanowiłam zadzwonić do Hemmings'a ale on nie odbierał komórki. Jeśli mawet go pobił to mu się należało ale nie może tego robić...
To była moja sprawa a jemu chciałam się jedynie wyżalić i nie kazałam napaść na mojego byłego. A po drugie...
Dlaczego Brooks mi grozi? Czym sobie zasłużyłam? Dość już mnie zranił psychicznie, uczuciowo i na inne sposoby to chciał pobić? Znęcać się nademną fizycznie? Tego już było za wiele. Nie miałam siły już dziś o tym myśleć. Kiedy zorjętowałam się, że jest godzina 18.21 poszłam się wykąpać i położyć do łóżka bo kac nadal nie odpuszczał. Kiedy wyszłam z łazienki już odświeżona i położyłam się do łóżka dostałam nowego sms'a tym razem od nieznanego nadawcy a w nim napisane było tak :
" To, że zerwałaś z Brooks'em nie czyni cię bezpiecznej. Jeśli on nie spłaci swoich długów ty to zrobisz. A.I "
Wiedziałam dobrze kto jest nadawcą tego sms'a i zaczynałam się bać tego co ten człowiek czyli Ashton Irwin może ze mną zrobić.


____________________________________________________

No to rozdział 5 jest i się ciesze hihi, przyłożyłam się bardziej do ich pisania i wziełam się za siebie bo czasami jestem strasznym leniem i nie chcę mi się robić NIC. No ale co myślicie o tym rozdziale? Jest trochę chaotyczny ale w następnym parę spraw się wyjaśni ( tak myśle, ale pewnie wszystko pozmieniam jak zawsze) . Narazie Ashton i Beau będą trochę w tle i nie będzi ich dużo narazie ale to się zmieni wkrótce ;) 
_________ 

informacja 
_________
Mam nawet dużo wyświetleń ( jak dla mnie ) ale to nadal mało. Chcę aby moje FF 
było bardziej znane i rozpowszechniane chyba, że jest złe bo się nie orjętuje :c 
Proszę jeśli możecie to polecajcie je cioci, wujkowi, mamie, tacie, siostrze, bratu, przyjaciółce i komu tam checie ale chcę aby je ktoś znał. Dlaczego? Bo zastanawiam się nad zostaniem pisarką ( mam wiele pomysłów nad tym kim chcę zostać XD ) i nie wiem czy się nadaję.

NAPRAWDĘ WASZE KOMENTARZE MI BARDZO POMAGAJĄ ALE CHCĘ ICH WIDZIEĆ WIĘCEJ WIĘC PROSZĘ POMÓŻCIE xx

Przepraszam za wszelkie błędy xx

środa, 28 maja 2014

Rozdział 4

Wysiadłam z samochodu i stałam tak jak wryta gdy ujrzałam Beau. Tak, brata Luke'a. Przecież on wyjechał do L.A z Jai'em... Co on tu do cholery robił? Na twarzy mojego chłopaka widziałam przerażenie a także zaskoczenie. Po chwili stania przed domem Luke ruszył w stronę drzwi z pięścią w górze, Hemmings pobiegł za nim i zatrzymł go tuż przed Beau. Chłopak stał oparty o futrynę drzwi z grymasem na twarzy jakby nic go nie obchodziło a przynajmniej nie ruszało.

- Co tu robisz sukinsynie? - zapytał Luke ale ledwo co go usłyszałam przez grającą muzykę w środku, co chwilę pod dom przyjeżdżały samochody a w nich siedzący nastolatcy.
- Nie stęsnkniłeś się za braciszkiem Luke? Nie brakowało ci mnie? - zapytał śmiejąc się. Po chwili z domu wyłonił się Michael który był już pijany.
- Zapytałem się co tu robisz kurwa?! Nie dosłyszałeś czy jak? - Hemmings nadal trzymał Luke'a w uścisku bo wiedział, że chce zaatakować swojego brata. Nie wiedziałam co ja mam zrobić w tej sytuacji... W końcu nie wiedziałam dlaczego Beau i Jai wyjechali. Najdziwniejsze było to, że Beau się pojawił w Sydney nie powiadamiając o tym Luke'a. Podeszłam do Luke'a i chciałam go uspokoić lecz Hemmings kazał mi stać za nimi, Micheal stał po środku i przyglądał się całej sytaucji i chyba czuł się jakby był w kinie na jakiejś komedii.

- Jestem w Syndey od ponad roku i nigdy mnie nie widziałeś na mieście? Gdzie ty masz oczy Luke? - odpowiedział Beau omijając Hemmings'a i podchodząc do mnie. - Cześć Jo, wyładniałaś - powiedział przyczym dotykając mojego policzka.
- Nie dotykaj jej! Nie masz prawa! - krzyknął Luke wyrywając się przy okazji z rąk Hemmings'a, podszedł do Beau i złapał go za szyje. Zaczełam krzyczeć w ich stronę aby przestali lecz żaden nie słuchał. Chciałam ich rozdzielić lecz Hemmings udawał super bohatera i złapał mnie za ręce abym ja nie mogła nic zrobić. Bracia wymieniali się słowami których nigdy nie chciałabym usłyszeć. Nagle z domu wyszedł Ashton... Cały ubrany był w czarne ciuchy więc można by się go bać lecz ja tego nie robiłam. Widziałam wściekłość wymalowaną na jego twarzy.

- Kurwa Luke dałem ci czas na uzbieranie kasy a ty ładujesz się w kłopoty z moimi ludźmi... Nie dobrze. - powiedział Ashton rozdzielając przy tym braci Brooks.
- Przyszedłem tu zawrzeć pokój... Nie mam kasy Irwin, nie teraz. - odpowiedział Luke. Przecież on jest bogaty... Napewno miałby te pieniądze, ale jakie? O co chodziło? Miałam już serdecznie dość tych zagadek i tego co robił Luke... Może i go kochałam ale narażał mnie i siebie na niebezpieczeństwo. Zerwanie i zostawienie go byłoby jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu ale musiałam coś zrobić...
- Ha-Ha - powiedział Ash. - No i ty myślisz, że mi to wystarczy? No chyba cię Bóg opuścił mój drogi... Chcę widzieć swoje pieniądze w czwartek więc masz tydzień. Jeśli nie zbierzesz tych pieniędzy to wezme sobie Jennifer i wtedy pomyśle nad zawrzeniem pokoju. Zrozumiałeś? - odpowiedział chłopak po czym wszedł do środka razem z Beau. Byłam wkurzona... Co on ode mnie chciał? Potrzebował pięniedzmi a nie mnie. To było właśnie TO niebezpieczeństwo na które nie chciałam być narażona, ale jeśli z nim zerwę to może być też szansa, że Ashton zostawi mnie w spokoju lecz myśl o tym, że Luke'owi znów może stać się krzywda przerażała mnie... Jeśli Luke mnie kocha to zrozumie jeśli nie to nie. Nie będy wtedy widzieć dla nas szansy więcej.

- Jedziemy, koniec imprezy - oznajmił Hemmings wkurzony całą tą sytuacją i skierował się w stronę samochodu a Luke za nim więc postanowiłam też tak zrobić. W samochodzie panowała cisza a raczej gadanie Brooks'a nie było ciszą lecz wkurzaniem mnie. Postanowiła, że nie będe odzywać się do niego. Już dość mnie zranił więc nie miałam ochoty się kłócić.
                                             
                                                                          ~

Godzina była 4.52 a ja nadal nie mogłam spać. Byłam w moim domu bo tu kazałam się przywieść oczywiście Lukey był temu przeciwny ale ja postanowiłam na swoim nawet Brooks się nie przejął a to kolejny dowód na to, że się mną zbytnio nie obchodzi. Czasami myślałam, że jest kobietą i dlatego zmieniają mu się uczucia/emocje itd. Nagle zadzwonił mi telefon, najpierw myślałam, że to ciocia ale to jest bardzo wczesna godzina więc na nią mi nie pasowało. W końcu odebrałam telefon i usłyszałam głos Hemmings'a.

- Śpisz? Chyba cię nie obudziłem, co? - zapytał. Nie wiem dlaczego zadzwonił o tej porze, to było dziwne.
- Nie... Nie mogę spać - odpowiedziałam trochę sennym głosem.
- Więc otwórz drzwi - poprosił.
- Co? Po co?
- No otwórz, zimno jest na tej klatce. - i wtedy się zorjętowałam, że przyszedł do mnie, ale po co?
- Co ty tu robisz Luke? - zapytałam zniecierpliwiona i zdziwiona.
- No otworzysz czy mam tak stać pod tymi drzwiami?
Wstałam z łóżka i skierowałam się następnie w stronę drzwi a następnie je otworzyłam. Hemmings stał na klatce schodowej z dwoma kubkami ze Starbucks'a. Wszedł do środka i podał mi kubek do ręki.
- Posprzątałaś, długo ci to zajeło? - zapytał. Czuł się jakby był na zwykłych odwiedzinach.
- Nie, ale co tu robisz? - zapytałam zaciekawiona.
- Przyszłem bo... Chcę wiedzieć co będzie między tobą a Brooks'em, zerwiesz z nim? - zadawał pytania za pytaniem. Tak naprawdę nie wiem dlaczego go to tak interesowało.
- To chyba nie twoja sprawa Hemmings.
- Wiem, ale jestem ciekawy. To przykre widzieć co Luke y tobą robi, traktuję cię jak jakąś rzecz. - powiedział chłopak. Nie wiedziałam co powiedzieć bo totalnie mnie zamurowało, troszczył się o mnie bardziej niż mój chłopak. Reszte ranka przegadaliśmy, opowiedziałam mu jakie mam zamiary według Luke'a a on tylko przytakiwał i mówił, że rozumie. Taka rozmowa była mi potrzebna bo od dawna chciałam komuś się wygadać a jemu mogłam powiedzieć prawie wszystko. Czułam się przy nim swobodnie.

- Więc powiesz mi o co chodzi z Beau oraz Irwin'em? - zapytałam ale jak zwykle usłyszałam zdanie typu '' dowiesz się w swoim czasie'' oraz '' pogadaj o tym z Brooks'em, może w końcu coś si powie''. Ta odpowiedź jak wszystkie inne mi nie wystarczała lecz musiałam się uzbroić w cierpliwość i poczekać do po południa by móc iść do Brooks'a i z nim porozmawiać.

                                                                          ~

Miałam nadzieję, że nie zasnę lecz tak się stało. Był piątek, godz. 15.28 a ja nadal nie wiedziałam co zrobić, a Hemmings wiele mi nie pomógł. Gdy miałam już kierować się do łazienki spostrzegłam, że Luke ulotnił się z mojego mieszkania które było w połowie puste przez to, że Brooks zdemolował mi mieszkanie. Wziełam przysznic i założyłam szlafrok później pokierowałam się do lodówki ale ona była pusta oprócz stojących tam ogórków. Postanowiłam zjeść na mieście gdy tylko się ubiorę. Więc po ubraniu się i porannej toalecie wyszłam z domu. Udałam się potem do Subway'a piechotą bo ta restauracja znajdowała się 10 minut drogi od mojego domu. Kiedy już zjadłam posiłek wsiadłam do autobusa i wysiadłam koło domu Luke. Zaraz nadejdzie ta chwila... To było straszne uczucie wiedząc, że nie będziesz już z tą osobą nawet jeśli razem planowaliście przszłość. Dom był otwarty jak zwykle, w salonie leżało pełno butelek po alkoholu, musiała być tu jakaś impreza. Kiedy wchodziłam na górę schodami usłyszałam jęki. Gdy otworzyłam drzwi do sypialni Luke'a zobaczyłam coś czego nigdy bym się nie spodziewała.

_______________________________________________________________________________

Rozdiał 4 oto jest. PRZEPRASZAM, że tak późno ale miałam masę lekcji, testów do poprawienia ale to już za mną! Kończe gimbazjum jak to się mówi i trochę było nauki itd. Teraz kiedy będe miała więcej czasu będe wstawiała rozdziały częściej. Mam tyle pomysłów i nie wiem co pisać ale jakoś się ogarne. Wiem, że moje FF nie jest idalne ale staram się i to bardzo ;)

Dziekuję bardzo za 500 wyświetleń bo to naprawdę DUUUUUuuuuuużo!

Informacje:
Szablon nie wiem kiedy się pojawi bo nie mam żadnego kontaktu z 
szablarką lecz cóż ;(

Proszę o zostawienie komentarza xx

Przepraszam za wszelkie błedy!



                                                                             

czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 3

Kiedy się obudziłam Hemmings'a nie było obok mnie ale za to znalazłam się obok mojego Luke'a w jego pokoju. Nie wiem jak... Może teleportem ukrytym w sofie? Mój chłopak nadal spał, wyglądał tak słodki i nie miałam nawet zamiaru go obudzić. Wiem jak bardzo lubi spać, chyba jak każdy. Kiedy wstałam z łóżka pokierowałam się od razu do łazienki aby się "ogarnąć". Musiałam wziąść prysznic więc tak zrobiłam. Ubrałam na siebie czerwoną koszulkę częściowo podartą z logo mojego ulubionego zespołu czyli 30 Seconds To Mars, a także czarne rurki a do tego jak zwykle moje Vans'y a także zrobiłam sobie lekki makijaż. Gdy zeszłam na dół zobaczyłam Hemmings'a oraz Calum'a stojący przy drzwiach do tarasu. Na myśl przychodziła mi jedna myśl. Zabić go. Wbiegłam do kuchni i zaczełam okładać go pięściami ale Lukey szybko zareagował i złapał mnie za ręce i odciągnął od Hood'a. Cal nie przejmował się tą sytauacją a Hemmings miał minie jakby pierwszy raz widział dziewczyne w akcji.

- Ey, Jo ogarnij się. - powiedział Lukey.
- Co on do cholery tutaj robi? WYJDŹ STĄD! NATYCHMIAST - krzyknełam tak głośno, że bałam się, że obudze Brooks'a.
- Chciałem przeprosić ciebie jak i Luke'a za mnie i Mikey'ego wczoraj. Więc, przepraszam. - powiedział Cal. W jego oczach widziałam wtedy skruchę. I dobrze ale i tak to nie naprawi wszystkiego. Nic nie wiedziałam na temat pobicia Luke'a a raczej powodu dla którego go pobili.
- Jesteś dupkiem - prychnełam a Luke spojrzał na mnie z pogardą. Wierzył w przeprosiny Hood'a, znał ich od dłuższego czasu więc postanowiłam, że mi te przeprosiny odpowiadają lecz wcale tak nie było.
- Puścisz mnie w końcu? - zapytałam Hemmings'a gdyż nadal trzymał mnie za ręce. Uśmiechnął się i mnie puścił. Był to uśmiech bardzo nie śmiały, jakby się go wstydził  lecz nie miał czego. Był niesamowicie przystojny a jego dołeczki w policzkach zawsze mi się podobały. Chwile potem Calum pożegnał się z Luke'iem i kazał mi przeprosić Brooks'a od niego bo on sam nie mógł ponieważ miał coś ważnego do załatwienia. Nadal miałam ochotę mu przywalić lecz może Luke'owi należał się łomot? Nadal nie wiem o co chodzi i co on robi takiego, że wkurzył ludzi Ash'a. Zapewne nie dowiem się tego od nich.  Po tej naszej rozmowie jeśli można to tak nazwać poszłam do pokoju Luke'a aby zobaczyć czy się obudził. Był pod prysznicem więc postanowiłam mu wykrecić numer. Weszłam do łazienki i zabrałam mu ciuchy i ręczniki. Po 5 minutach zaczął krzyczeć o to, że ktoś zabrał mu ręczniki. Było mi go szkoda więc poszłam i oddałam mu wszystko. To było naprawdę zabawne widzieć go nagiego lecz próbował zakrywać rękami miejsca intymne.

- Kawały od samego rana? Czym sobie zasłużyłem? - zapytał ze "smutną" miną.
- Ubierz się bo wyglądasz komicznie - rozkazałam mu a on wszedł do łazienki. Zaczęłam się śmiać. Położyłam się na łóżku czekając na niego bo chciałam go przytulić. Gdy po 10 minutach spędzonych w łazience przez Luke'a wyszedł wyglądając jak tak słodko, że asz wsoczyłam na niego. Na głowie miał czarną bandane, koszulke ze Sponge Bob'em i czarne szorty. Brakowało mi jego nawet gdy był obok mnie. Brakuje mi Luke'a sprzed roku. Był zupełnie inny. Bardziej troskliwy niż jest, brakuje mi dziecka w nim. Wiem, że ta (cecha?) ulotniła się a bardzą ją lubiłam. Miał zawsze zwariowame pomysły a także takich przyjaciół. Może to też przez to, że jego bliźniak Jai oraz brat Beau zostawili go rok temu i wyprowadzili się do L.A. Tak na prawdę nie wiem dlaczego. Nigdy nie chciał mi o tym powiedzieć. Był bardzo z nimi związany. To był trudny okres dla niego ponieważ się załamał. Kiedy próbowałam się dodzwonić do Beau nigdy nie odbierał, tak samo Jai. To było na prawdę przykre.

- Słodko wyglądasz Luke - powiedziałam a potem go pocałowałam.
- Nie mów słodko bo tak wyglądają dzieci skarbie, ja jestem już męszczyzną! - powiedział a ja zaczełam się śmiać. Dla mnie zawsze będzie małym Luke'iem i nic tego nie zmieni.
- No dobrze. - Uśmiechnełam się - Calum tu był i kazał cię przeprosić...
- Jaaaasne, spoko. Lecz pogadam sobie o tym z nimi kiedy indziej.
- Nie masz do nich urazy? - zapytałam.
- Nie, chociaż, że to było nie fair bo jeden na dwóch no ale cóż...
- Jak się czujesz? Przepraszam, że na ciebie skoczyłam. Nie pomyślałam, że może coś cię boleć. - powiedziałam nie pewnie z żalem.
- Jest dobrze, na mnie zawsze możesz skakać słońce. - Luke przybliżył się do mnie a ja go pocałowałam. To była nasza chwila, Luke był wtedy bardzo romantyczny. Czułam się trochę jak w filmie ale niestety ktoś nam przerwał to znaczy Hemmings. Przyszedł oznajmić, że śniadanio-obiad jest gotowy. Faktycznie, jest 13.24 więc można było nazwać nasz posiłek takim "tytułem". Przez resztę dnia nudziliśmy się przed kanapą. Czyli ja i Hemmings bo Luke musiał znów coś załatwić. Znowu mnie zostawił... Jasne, pokazywał mi miłość może i często ale i tak częściej nie było go przy mnie. Z Hemmings'em znów rozmawialiśmy o dzieciństwie a także o niczym, czyli o sprawach nie miejących znaczenia. Gdy Brooks do nas wrócił oznajmił, że idziemy na impreze więc mamy zacząć się szykować a w szczególności ja. To było dziwne posunięcie ponieważ Luke nie lubił chodzić na imprezy a tu taka niespodzianka. Zgodziłam się mimo tego, że nie miałam ochoty na żaden melanż. Poszłam na górę a tam zaczełam moje przygotowania. Wyprostowałam włosy potem zrobiłam tym razem mocny makijaż, założyłam czarne szpilki na wysokim obcasie aby móc wyrównać centymetry między mną a Luke'iem. Przeszukiwałam torbę ubrań którą dziś rano przywiózł mi Hemmings. Wiedziałam, że włożył do niej byle co ale i tak znalazłam tam czarna mini oraz bluzkę z napisem Love która była seksowna. Po moich przygotowaniach które trwały ponad godzinę zeszłam na dół a tam czekali panowie. Obaj założyli koszule z tym, że Brooks czarną a Hemmings niebieską oraz czarne rurki jak zawsze. Obaj otowrzyli usta gdy tylko mnie ujrzeli. Nie wiedziałam czy wyglądam dobrze czy jednak na odwrót. Mój Luek podszedł do mnie i wyszeptał mi w ucho, że nie może doczekać się aż wrócimy z imprezy. Zaczerwieniłam się, czułam to. Gdy wyruszyliśmy spytałam gdzie jedziemy a Hemmings powiedział, że to tajemnica. Nasza "wycieczka" trwała ok. 20 minut. Gdy zajechaliśmy pod dom gospodarza nie mogłam uwierzyć kogo widziałam w progu drzwi.

________________________________________________________________

3 rozdział miał pojawić się we wtorek lecz miałam dużo nauki bo koniec szkoły :c chyba ogarniacie cnie? Mam nadzieje, że rozdział wam się spodoba i chyba wydaje się długi ale nie wiem.

Ogłoszenia parafialne:
 Mam w planach wstawienie jeszcze dwóch rozdziałów przed moim wyjazdem do Londynu (2-6 czerwiec) ta wycieczka nie jest pewna na 100% ale jeśli to wtedy rozdział 6 pojawi się po 7-mym czerwca. A w wakcje czesciej hehehe xD

Mam jeszcze do was małą prośbe. Możecie polecić lub bardziej rozgłaśniać moje ff? Ja próbuje 24/7 ale jakoś cieżko to idzie ale jestem zadowolona z tego, że mam prawie 500 wyświetlen hihi dziekuję wam bardzo xx

przepraszam za blędy xx
prosze zostaw komentarz, dziekuję xx

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 2

Luke usiadł na przeciwko mnie. zauważyłam w jego oczach lekki strach oraz zaniepokojenie. Opowiedziałam mu całą tą historie, wymiane zdań z Hemmings'em oraz rozmowe telefoniczną z Ashton'em s także pokazałam mu owy liścik który dostałam. Wściekł się. Wstał od stołu i zaczął nerwowo chodzić po całym pokoju mówiąc w tym czasie do siebie. Jego furia nie miała granic. Brooks zaczął wywracać moje mieszkanie do góry nogami, przewracał półki z książkami, ubrania z szuflad. Nie wiedziałam o co się tak wścieka, wkurzył mnie jedynie swoim zachowanie. Przecież to mój dom i on nie może tak robić. Miałam ochotę dać mu w twarz ale postrzymywałam się. Miły poranek zmienił się w najgorszy. W końcu złapałam Luke'a za ręke a on przestał demelować mi moje mieszkanie.

- Co ty do cholery wyprawiasz Brooks? Co ty zrobiłeś z moim mieszkaniem? - zapytałam nerwowo.
- Odpierdol się Jo. - odpowiedział chłopak i szybkim krokiem wyszedł z mieszkania. Łzy same zaczeły napływać mi do oczu. Nigdy tak się do mnie nie odezwał. Chciałsm się dowiedzieć o co mu chodzi więc wybiegłam za nim. Biegł i to dość szybko. Byłam akurat w piżamie ale to był najmniejszy mój problem, choć i tak nie wyglądałam dziwne bo moja piżama składała się z koszulki i szortów. Luke kierował się w dość znaną mi stronę czyli w stronę parku. Po 10 minutach biegu zorjentowałam się, że biegnie do domu Ashton'a. Zatrzymał się na chwilę a potem ruszył w stronę furtki. Wszedł do wielkiego dwu piętrowego domu bez pukania. Jakby był u siebie, weszłam za nim. W progu przywitali nas dwoje chłopaków. Zgadywałam, że to Calum i Michael ponieważ wcześniej już ich spotkałam może dwa razy. 

- No cześć Brooks, nie spodziewałem się ciebie tutaj. A ty Mikey? - zapytał swojego kolegę szczerząc białe zęby.
- No coś ty Cal. Nigdy w życiu! Patrz, nawet przyprowadził to swoją laske - odpowiedział drugi wskazując na mnie. Luke gdy tylko mnie zobaczył zaczął piorunować moją osobę wzrokiem. Kazał mi wyjść lecz ja tego nie zrobiłam. Nie miałam zamiaru słuchać się osoby która. Ir ma dla mnie szacunku. 
- Ah, może to i dobrze, że zostanie. Zobaczy jak dostaniesz lanie Luke. - odpowiedział Michael. Myślałam na początku, że sobie tylko tak żartuję ale po minucie milczenia dwojka chłopaków zaczęła opkładać pięściami Luke'a. Łzy leciały mi z policzków. Chciałam ich zatrzymać ale jeden złapał mnie za ręke i podparł mnie do ściany
.
- Chcesz też oberwać Jo? - powiedział a łzy leciały jeszcze bardziej bo ucisk był mocny. Po chwili przyglądania mi się, puścił moją ręke a ja stałam nadal w tym samym miejscu bezradna. W końcu ze schodów biegiem przybył tu Hemmings. Niewiedziałam nawet, że on tu jest. Miałam nadzieje, że pomoże mojemu Luke'owi i zaprzestanie tej bitwie. A więc tak zrobił. Stanął na środku i kazał im zostawić Luke'a albo powie Ashton'owi o "wiesz o czym", jak przypuszczałam miał na nich jakiegoś haka a oni jakby usłyszeli najstarszniejszą groźbę świata zostawili go i wyszli z domu posyłając mi wrogie spojrzenia. Klęknełam nad moim Luke'iem który leżał na podłodze trzymając się za brzuch. Hemmings zaproponował, że odwiezie nas do domu Brooks'a a ja się zgodziłam. Miałam ochotę pozabijać tamtych gnojków bo o mało co nie zabili mojego chłopaka. Nie mogłam powstrzymać łez nawet jeśli wiedziałam, że Luke jest bezpieczny. Gdy dotaraliśmy do domu Hemmings pomógł mi zaprowadzić Luke'a do jego sypialni. 

- Luke, zaraz przyniosę jakieś bandaże i... - znowu zaczełam płakać. Nie mogłam go widzieć w takim stanie. Luke usiadł na łóżku.
- Nie musisz, boli mnie tylko brzuch oraz ręka. Nie potrzebuje żadnych bandaży. - odpowiedział jąkając co chwile z bólu. Nakazałam mu się położyć i poczekać aż przyniose mu jakieś tabletki przeciwbólowe. Na dole nadal stał Hemmings. Zapomniałam nawet mu podziękować za uratowanie Luke'a.

- Dziękuje ci bradzo... - powiedziałam a on mnie tylko przytulił (reakcja której się nigdy nie spodziewałam) i powiedział, że zostanie ze mną i Luke'iem na noc. Tylko dla bezpieczeństwa. 
- Dlaczego go pobili? - zapytałam nerwowo, nie miałam nawet siły rozmawiać.
- To sprawa grubszej wagi Jo. Nie chcę, żebyś się i ty w to wplątywała.
- Ale pobili mojego chłopaka Luke! - wrzasnełam wściekła.
- Dowiesz się w krótce Jennifer. Daj Brooks'owi jakieś leki a ja tu posiedze na dole. Kiwnełam głową i poszłam do kuchni po leki. Nie byłam zadowolona z odpowiedzi Hemmings'a. Byłam zła na wszystkich. A szczególnie na Irwin'a za grożenie mi oraz na Luke'a... Za wszystko tak naprawdę. Lecz teraz współczułam mu. Gdy weszłam, Luke stał w oknie wpatrując się w miasto. Podałam mu leki a on podziękował. Zauważyłam, ze po takich obiciach dobrze się trzyma, dziwne.

- Więc, opowiesz mi o co w tym chodzi? - zapytałam nieśmiało.
- Po pierwsze przepraszam cię Jo... Nie powinienem tak wybuchać. Kocham Cię. Przepraszam rownież za zdemolowanie ci twojego mieszkania... - zauważyłam w jego oczach które były na przeciw mnie strach oraz skruchę. Nie mogłam się na niego długo gniewać. Na razie demolka to mój najmniejszy sposób.
- Ok, ale o co chodzi Luke? Dlaczego Ashton mi grozi?
- Opowiem ci wszystko ale nie teraz. Teraz muszę się zająć Calum'em oraz Mikey'em. To nic poważnego naprawdę. Nie musisz się martwić - odpowiedział już spokojnym głosem. Jak można było się nie martwić? JAK? Ale jeśli mowi, że to załatwi to wierzyłam mu. Umiał załatwić swoje sprawy ale nadal nie wiedziałam o co chodzi Ashton'owi. Lecz postanowiłam się dowiedziec tego jutro ponieważ widziłam, że Luke nie ma dziś siły na sprzeczki ze mną. Była już godzina 19. Nawet nie wiem jak czas tak szybko mógł minąć. Luke zaczął się do mnie coraz bardziej przybliżać. Wiedziałam czego on chcę. Zaczeliśmy się całować, najpierw powoli. Delikatnie. Luke zaczynał ściągać ze mnie ubrania lecz ja tego nie chciałam... Nie miałam ochoty na seks. Nie dziś. Ubrałam więc bluzkę którą ze mnie zdjął. Oznajmiłam, że jestem zmęczona i dziś wydarzyło się dużo oraz, że powinien odpocząć. Przytaknął nie zbyt zadowolony a ja wyszłam z pokoju i odrazu pokierowałam się do kuchni ponieważ byłam bardzo głodna. Do mnie przyłączył się także Hemmings.

- Usiądź - oznajmił. - Ja zrobie kolacje. - powiedział po czym zajął się robieniem kanapek. Po kolacji usiedliśmy na sofie. Miałam okazje go spytać co on robił wtedy z tymi ćpunami.
- Nic złego Jo. Nie musisz
 się o mnie martwić.
- Serio Lukey? Czy ty jesteś dilerem? - zapytałam nieśmiało oczekując wyczerpującej odpowiedzi.
- Nic z tych rzeczy. - uśmiechnął się szczerze. Przez reszte wieczoru opowiadał  mi o swoim dzieciństwie oraz jego przygodach. Otworzył się, a to rzadkie w przypadku Hemmings'a. Gadaliśmy tak długo, że nawet nie pamiętam kiedy zasneliśmy na tej sofie. 

______________________________________________________________________

Kolejny rozdzial! Oto on! Dzis zabiore sie za pisanie nastepnego wiec dostaniecie go jutro albo we wtorek. Mam 100000 pomyslow i nie wiem ktory uzyc ale jakos sie ogarne i bedzie ok. Zawsze te rozdzialy wychodza mi krotkie i nie wiem dlaczego ;/ 

A no tak Luke.. Hehehe jakies zle plany mam wedlug niego ale nic juz nie mowie bo nie chce zdradzic co bedzie sie dalej dzialo. 

Przepraszam za bledy xx 

wtorek, 13 maja 2014


Rozdział 1

Nagle z zadumy wyrwał mnie dzwonek oznajmiający nowe połączenie. Była to ciotka Elena która jest moją prawną opiekunką ponieważ moi rodzice nie żyją. Zgineli 3 lata temu w katastrofie lotniczej. Brakuje mi ich no ale cóż. Takie życie, niestety. Jedynym plusem całej tej sytuacji (jeśli można to tak nazwać) to to, że zostawili mi fortunę. Miałam ogrom kasy. Nie musiałam sie martwić czy przeżyje kolejny tydzień czy nie. Ciotka Elena dzwoniła raz lub dwa razy w tygodniu abz upewnić sie, że wszystko u mnie ok. Nie widziałam jej 2 lata czyli od mojej ucieczki.
- Halo?! - zapytałam
- Dobry wieczór Jo, co u ciebie? Przepraszam, że tak późno dzwonię ale nie miałam czasu za dnia ponieważ jestem zajęta. - odpowiedziała kobieta troskliwym głosem.
Ciotka Elena na prawdę jest bardzo miłą osobą. Przynajmniej dla mnie. Była surowa w pracy dla swoich pracowników, może to i dobrze bo takto byli by nie posłuszni.
- Tak ciociu, wszystko dobrze. Wiem, rozumiem. Jak się czujesz? - zapytałam.
- Jest ok, jestem tylko zmęczona. Muszę kończyć. Pa, trzymaj się!
- Pa ciociu. Rozłaczyła się. Po rozmowie poczułam się spokojniej i całkowicie zapomniałam o liściku który dostałam. Nagle zaczeło burczeć mi w brzuchu, poszłam więc do kuchni aby przygotować sobie coś do jedzenia. Po konsumpcji położyłam się na łóżko i zaczełam przyglądać się jeszcze raz liścikowi oraz inicjałom które tam widniały czyli '' A.I ''. Skądś znałam takie właśnie inicjały i chyba należały do Ashton'a Irwin'a. Co ma Ashton do Luke'a? Przecież to przyjaciele... A może ja czegoś nie wiem? Wziełam telefon i wzkręciłam numer do mojego chłopaka ale on nie odbierał. Zawsze był poza zasięgiem kiedy go potrzebowałam. W końcu zdecydowałam się na rozmowe z Ash'em. Wziełam ponownie telefon do ręki i wybrałam jego numer z książki telefonicznej. Odebrał.
- Halo?! - odezwał się męski mocny głos.
- Cześć, tu Jo. Co chcesz ode mnie? Znalazłam liścik u mnie w domu. Domyśliłam się, że to ty. Trudno nie było. - zakpiłam.
- Przekaż tylko Brooks'owi to co ci napisałem i nic ci się nie stanie, zrozumiałaś?
- Grozisz mi Irwin? O co chodzi z tobą i Luke'iem? Przecież jesteście przyjaciółmi? - odpowiedziałam drżącym głosem. Zaczełam się go bać. Zawsze był troche zwariowany no ale nie chyba do takiego stopnia, żeby skrzywdzić inną osobę?
- Zapytaj się tego dupka co odpierdala bo mi już sił brakuje. - odpowiedział głosem który mnie przerażał. Był on wypełniony ''złem''?
- Czekaj, czekaj.. CO? - krzyknełam nie pewnie swoich słów.
- Pogadaj z nim to się dowiesz ale uważaj na siebie bo kto wie co może ci się przytrafić.. I w tym momencie sie rozłączył. Bałam się jego słów. Tak szczerze to nie znam go tak dobrze i nie widziałam go ponad rok. Zmienił się? Przecież był takim kochającym chłopakiem troszczącym się o innych. Więc co mogło go tak zmienić w przeciągu roku? Miałam więcej pytań niż odpowiedzi. O co chodzi Ashton'owi oraz Hemmings'owi? Co robi takiego moj Luke? Byłam tak zmęczona bawieniem się w detektywa, że nawet nie pamiętam kiedy usnełam.

                                                                           ***

Gdy tylko otworzyłam oczy zauważyłam Luke'a siedzącego na podłodze obok mojego łóżka. Co on tu robił i jak tu wszedł? Aaa tak, przecież dałam mu klucze do mojego mieszkania. Jennifer jesteś już od samego rana nie ogarnięta, pomyślałam. Luke spojrzał się w moją stronę oraz się uśmiechnął, wstał z podłogi podszedł do mnie i mnie pocałował. Już wiedziałam, że to będzie dobry poranek. Chłopak był ubrany w czarne rurki, niebieską koszulkę z jakimś logo, niebieskie Vans'y oraz niebieski snapback. Wyglądał pociągająco czyli jak zawsze.
- Dzień dobry skarbie - powiedział z wielkim uśmiechem na ustach.
- Dzień dobry - odpowiedziałam wstając z łóżka i od razu pobiegłam do niego by móc go przytulić. Kochałam go. Był on najważniejszą osobą w moim życiu. Jesteśmy razem od ponad dwóch lat i to właśnie on pomógł mi najbardziej wyjść z dołka i otrząsnąć się po śmierci rodziców.  Nie wyobrażałam sobie życia bez niego jak i nie robię tego teraz. Przy nim wszystkie złe myśli odchodziły w niepamięć. On także był jednym z moich powodów ucieczki od ciotki. To była jedna z moich najlepszych decyzji w życiu choć tylko mam 17 lat.
- Kocham Cię, wiesz? - Luke wyszeptał te słowa w najsłodszy ale także w najukochańszy sposób w jaki tylko mógł.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam i pocałowałam go w usta. - mam tylko jedno pytanie.. Co ty tu w ogóle robisz? - zapytałam uprzejmie.
- Stęskniłem się za tobą, a co? Wyganiasz mnie? - odpowiedział z najwiekszym uśmiechem na ustach.
- Nie, nigdy. Tak w ogóle to musimy pogadać Luke, i to poważnie. - oznajmiłam i usiadłam w kuchni przy stole.

________________________________________________________________________________

Ok, ok. To pierwszy rozdział. Nudny sie wydaje jak dla mnie... I TO BARDZO ale cóż... Chyba jest krótki za co przepraszam. Pierwszy musiał taki być aby inne były już normalne, czyli dłuższe. Mam nadzieje, że wam się spodoba to ff. Naprawdę, to zajmuje mi jakies 2 godz abz napisać rozdział poniewaz mam jakąś chorą klawiaturę. Ale postaram się to naprawić jak najszybciej bo przez nią robię błędy. Ehh
____________
Informacje:
A więc, szablon będzie na początku czerwca. Nie mogę się doczekać jak już blog będzie wzglądał przyzwoicie. Bo to co jest teraz to przejściowe.

Przepraszam za wszelkie błedy,
Proszę zostaw komentarz, to wiele dla mnie znaczy a także motywuje do dalszej pracy! xx
Prolog

Sydney, Australia

Wracałam właśnie od Luke'a, tak mojego chłopaka. Była godzina 21.28 a miasto wyglądało na całkiem puste. Dziwne. Chciałam aby Luke odprowadził mnie do domu, lecz jak on to zawsze mówi '' Nie dziś mała, mam sprawy do załatwienia''. Czasami mnie to irytowało ale nie mogłam nic z tym zrobić... W ciemnej uliczce zauważyłam dwojga ludzi ktorzy wzmieniali się jakimiś paczkami. Byłam pewna, że to handlarze narkotyków. Jest ich pełno. Stanełam i zaczęłam im się przyglądać. Jeden odwrócił się i zaczął iść w moją stronę. Na początku nie widziałam twarzy i trochę się wystraszyłam lecz później dostrzegłam Luke'a. Nie, nie, nie mojego chłopaka, jego kolegę.Luke'a Hemmings'a którego przezywają Lukey. Zrobiłam wielkie oczy.
- Co ty tu robisz do cholery? - zapytał chłopak.
- A ty? Bawisz się w dilera narkotyków Hemmings?! - odpowiedziałam oburzona.
- Nie twoja sprawa młoda. Lepiej zajmij się swoim chłoptasiem. Przypilnuj go trochę ok?
- O czym ty gadasz co? - zapytałam Luke'a. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Przecież mój chłopak jest ideałem. Przynajmniej dla mnie. Jest kochający, wrażliwy oraz troskliwy. Nie miał żadnzch problemów... Przynajmniej z narkotykami.
- Nic, zapomnij. Muszę iść. Nara! - wykrzyknął.
Cała drogę do domu zastanawiałam się o co chodziło Hemmings'owi. A może opowiadał same bzdury? Był przecież przyjacielem Luke'a i raczej nie gadałby o nim jakiś dziwnych rzeczy. Kiedy weszłam do domu było już po 22 a od domu więc musiałam strasznie dłufo iść. Zdjęłam moje czarne Vans'y i udałam
się do kuchni. Na blacie widniała kartka. A na niej napisane było tak :
'' Przekaż Brooks'owi, że ma zająć się swoimi sprawami a jeśli tego nie dopilnuje, krzywda stanie się i tobie Jennifer.
                                                                 A.I''
___________________________________________________________________________

Hej, witam, cześć, siemanko! A więc, mam na imię Wioleta i mam 15 lat. Bla bla bla.
Dobra wiem, że was to nie interesuję więc jeśsli chodzi o ff to jest to moj drugi blog
(wcześsniejszy nie wypalił) no i będzie on o 5SOS no i Luke'u Brooksie z Janoskians. Wiem, że prolog jest nudny no ale od czegoś trzeba zacząć. Pierwszy rozdział pojawi sie na dniach. Narazie nie mam nic więcej do powiedzenie hehe :)

Ah byłabym zapomniała, mam twittera i nazywam sie : @mahonexbiebsix
Jeśli macie jakieś pytania to walcie śmiało :D

Przepraszam za wszelkie błędy.

Proszę zostaw komentarz xx